o. Zbigniew Pisiałek: Dom rodzinny jest fundamentem drogi życiowej człowieka

Rozmowa z ojcem dr Zbigniewem Pisiałkiem, przełożonym klasztoru oo. Pasjonistów i proboszczem parafii św. Pawła od Krzyża w Rawie Mazowieckiej.
Skąd ojciec pochodzi, gdzie dorastał?
Dzieciństwo i młodość spędziłem w Łodzi, w bliskości klasztoru ojców pasjonistów. Wyrosłem w bardzo pobożnej od pokoleń rodzinie i myślę, że taki rodowód jest zawsze najlepszym kapitałem na życie człowieka. Z rodzinnego domu moich dziadków i rodziców wyniosłem nie tylko świadomość rozróżniania dobra od zła, ale także umiłowanie Chrystusa i Jego Kościoła.
Decyzja o życiu zakonnym była przemyślana, czy podjęta spontanicznie?
Pasjonistom powierzona była Parafia pw. Matki Boskiej Bolesnej, do której należeliśmy. Częste przebywanie w tym środowisku, udział w życiu parafialnym, np. bycie ministrantem, śpiewanie w chórze – wszystko to niewątpliwie spowodowało, że zakiełkowała we mnie myśl o wyborze takiej drogi życiowej. Warto zaznaczyć, że wtedy, w latach siedemdziesiątych, w łódzkiej wspólnocie pasjonistów było wielu głęboko zaangażowanych w pracę z młodzieżą ojców, którzy pociągali nas przykładem swego życia zakonnego.
Po zdaniu egzaminu maturalnego postanowiłem rozpocząć edukację pozwalającą w przyszłości zostać pasjonistą, członkiem Zgromadzenia Męki Pańskiej, a więc swoim życiem i działaniem głosić chwałę Krzyża Chrystusa.
Jak wyglądała droga do kapłaństwa?
Niewątpliwy wpływ na podjęcie tak odważnej decyzji miał również, fakt, że właśnie wtedy, w 1978 roku, kardynał Karol Wojtyła został papieżem Janem Pawłem II. Opatrzność sprawiła, że później święcenia kapłańskie mogłem przyjąć właśnie z rąk Jana Pawła II w Bazylice św. Piotra na Watykanie w roku 1986. A stało się tak również dlatego, że po studiach w Warszawie kontynuowałem naukę na uczelni w Rzymie, gdzie uzyskałem licencjat w zakresie teologii duchowości i rozpocząłem pracę nad doktoratem. Mówię „rozpocząłem”, bo jej ukończenie odsunęło się w czasie na skutek różnych obowiązków w Zgromadzeniu, do jakich podjęcia zobowiązałem się po powrocie do kraju, wypełniając wolę przełożonych.
Pierwsze zadania duszpasterskie, pierwsza parafia?
Funkcja przełożonego Prowincji Polskiej Pasjonistów , którą sprawowałem w latach 1998 – 2002, a potem wieloletnia posługa w jednym z najnowszych klasztorów naszego Zgromadzenia, a mianowicie w Kieźlinach k. Olsztyna – na terenie zamieszkałym przez bardzo zróżnicowaną pod różnymi względami ludność – to były poważne zadania. Dopiero z biegiem lat zdołałem dokończyć moją rozprawę doktorską pt. „Duchowość ojca Bernarda Kryszkiewicza w świetle charyzmatu Zgromadzenia Męki Pańskiej” i spełnić wszystkie wymagania potrzebne do uzyskania tego stopnia naukowego.
Wspólnota pasjonistów rawskich to dobry początek?
Jako Opatrznościowe w jakimś sensie odczytuję powołanie mnie na przełożonego wspólnoty pasjonistów w Rawie Mazowieckiej, bo to miejsce jest szczególnie związane właśnie z działalnością Sługi Bożego o. Bernarda Kryszkiewicza, którego proces beatyfikacyjny toczy się w Rzymie. To tutaj, w tym rawskim klasztorze w jakże trudnych, naznaczonych tragizmem wojny latach 1940 – 1945 wzrastał on w heroiczności cnót, stworzył swoje najważniejsze teksty, a w zorganizowanym w tych ocalałych murach szpitalu posługiwał rannym.
Jaki autorytet jest ważny dla duchownego?
Kiedy pada pytanie o autorytet, to żaden chrześcijanin nie ma z nim problemu, bo dla niego autorytetem w sprawach życia i wiary jest Chrystus. Ale oczywiście każdy z nas ma przed oczami również zwykłych–niezwykłych ludzi, których poznał osobiście albo poprzez zgłębianie ich życia i działalności. Dla mnie takimi osobami są św. Jan Paweł II i Sługa Boży o. Bernard Kryszkiewicz oraz św. Paweł od Krzyża, nasz założyciel.
Jak ojciec postrzega nasze miasto, parafian?
Rawa Mazowiecka nie jest dla mnie ziemią nieznaną. Wiele razy bywałem w tutejszym klasztorze i w kościele, jakże zabytkowym, stwarzającym wspaniałe warunki do medytacji, doświadczania bliskości Boga. Ileż pokoleń przed nami nasyciło swoimi modlitwami te szacowne mury! Dzisiaj, po kilku miesiącach posługi mogę powiedzieć, że mój szacunek budzi pobożność osób, które spotykam tu w kościele na eucharystii czy podczas dyżurów w kancelarii parafialnej. Nasza wspólnota jest tu dość dobrze „zakorzeniona” i każdy z ojców z zaangażowaniem pełni przypisane mu zadania duszpasterskie. W historii wojennej i powojennej pasjoniści pięknie zapisali się już w życiu rawskiej społeczności – całkiem niedawno kilku z nich, zostało obdarzonych tytułem honorowego obywatela Rawy.
Miasto pięknieje, jest bardzo zadbane, widać, że mieszkańcy troszczą się o nie, o jego piękno i to jest dobrym świadectwem przywiązania do tej „małej ojczyzny”.
Czy są jakieś umocnione postanowienia?
Jestem tu po to, żeby wraz z moimi sześcioma współbraćmi z całym oddaniem służyć powierzonym nam ludziom – zachęcać ich do wytrwałości w przyjaźni z Chrystusem, podtrzymywać na duchu w dzisiejszych niełatwych, zwłaszcza dla młodego pokolenia, czasach, pomagać w odnajdowaniu bezpiecznej i odważnej drogi przez życie.
Czas jest przedświąteczny, jak sobie zapewnić wewnętrzną radość bożonarodzeniową?
Nadchodzą dni zadumy nad przyjściem Boga na świat, do ludzi: ile miejsca pozostawimy dzisiaj dla Niego w naszym życiu? Na ile jesteśmy Chrystusowi?
Nie możemy dać się uwieść koncepcji wygodnego życia bez głębszych wartości, bo Jezus przyszedł na świat nie po to, żeby sprawić, że człowiek wygnany z raju poczuje się lepiej. Jego misją było zbawić, a więc „ocalić to, co zginęło”.
Jakie przesłanie dla rawian na czas świąteczny i nowy 2020 rok?
Wszystkim mieszkańcom Rawy Mazowieckiej, dla których zbliżające się Święta Bożego Narodzenia mają głęboki wymiar religijny, życzę pielgrzymowania myślą i sercem do Betlejem i do jego tajemnic – po lekcję miłości.
Wszystkich Szanownych Czytelników serdecznie pozdrawiam, życząc doświadczenia w nadchodzących dniach ludzkiego ciepła, radości i wewnętrznego umocnienia, żeby z nowymi nadziejami mogli wkroczyć w kolejny rok.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Barbara Kalinowska